środa, 17 lipca 2013

Rozdział 2

Cienie zbliżały się w strasznie szybkim tempie. Byli  od nas zaledwie pięć kroków i już mieliśmy ich wyminąć,gdy jeden z nich uderzył Justina ramieniem,a on lekko odskoczył. Gwałtownie pisnęłam pod nosem i już przeczuwałam najgorsze. Z pozoru nie wyglądali jak jakaś mafia,nawet nie byli za bardzo umięśnieni. Justin pociągnął mnie i się zatrzymaliśmy. Po mojej głowie krążyły myśli typu : Co ten idiota wyrabia? itp. Zrozumiałam,że po tym jak jeden z tych kolesi go popchnął będzie musiał mu wygarnąć. Tacy są faceci. Nie.....taki jest Justin.
Chciałam stamtąd uciekać i zostawić ich tam,ale nie zostawiłabym go samego. Bieber puścił moją rękę, po czym sprawnie obrócił się na pięcie i podszedł do postaci. Prawie się popłakałam ze strachu ale powstrzymał mnie głos jednego z nich.
-Justin? Co ty tu robisz? - głos bruneta był bardzo głośny,tym bardziej przez to,że staliśmy w zaułku a echo niosło się tam niemiłosiernie.
-Styles? Chłopaki? - głos Jusa był pełny zdziwienia ale i szczęścia. Ja nadal nie miałam pojęcia o co chodzi. Nic mi nie mówiło nazwisko Styles. Moment.....czy to nie jest Harry Styles? Ten z One direction? Nie, to nie możliwe,przecież oni mieszkają w Londynie. Co by robili w Californi? Czekałam na zwrot akcji,ale nic więcej nie usłyszałam więc odwróciłam się w ich strone. Witali się. Bieber podbiegł do mnie, chwycił mnie mocno za rękę i pociągnął w strone towarzystwa.
-Chłopaki, to jest......- Nie zdążył nawet powiedzieć kim jestem bo banda mu przerwała.
-Ooooo,stary! Czy to jest Vanessa Price? - odezwał się mulat. Wow,brawo za spostrzegawczość.
-Wy jesteście tu razem? Stary takiej laski tylko pozazdrościć. - znów wydobył się głos bruneta tym razem z  lekką chrypką.  Czy oni sobie wszyscy żartują? Ja jestem naprawdę aż taka popularna,żeby rozpoznawał mnie najsłynniejszy boysband na rynku?! Odezwał się jeszcze blondyn,ale już nie słuchałam,tylko wyciągnęłam rękę i powiedziałam krótkie "miło poznać". A więc dowiedziałam się,że mulat to Zayn, chłopak,który stał obok to Louis, a obok to  Liam,za to od drugiej strony mulata stoi Niall, a tuż obok chłopak o niesamowicie wyróżniającym się głosie czyli Harry.
-A więc co was sprowadziło do Californi? - spytałam się.
-Teledysk. Nagrywamy nową piosenkę,a potem teledysk. - wyjaśnił powoli przed chwilą poznany Louis. Chciałam odpowiedzieć zwykłe "aha" i pójść w innym kierunku,ale przerwał mi znów mulat,który ciągle patrzył mi się głęboko w oczy. Ja osobiście nie należe do typu dziewczyn,które od razu gapią się w oczy chłopakowi,ale zaryzykowałam.
-Może przyjdziecie na jutrzejsze już oficjalne nagranie piosenki,co? Będzie w wytwórni na końcu tamtej ulicy.-Pokazał palcem, a ja nadal patrzyłam się w te jego czekoladowe tęczówki. W końcu wyrwałam się z transu.
-No jasne! Czemu nie? -odpowiedziałam,ale znowu ktoś mi przerwał.
-Odpada. Ja nie mogę, mam jutro wywiad i koncert,nie dam rady. -Bieber spuścił wzrok i oglądał swoje czerwone buty. Wsumie czemu nie mogłabym pójść sama? Moment....przecież pójde z Soph. Na pewno nic nie robi,a na 1000000% będzie chciała poznać 1D.
-Emmmm,ja nie mam planów,więc mogę. - spojrzałam po nich.
-No to super! - krzyknął Zayn. Wydało mi się to trochę dziwne,ale no cóż. Chłopcy są dziwni,napewno każdy to zauważył...przynajmniej ja.
-A mogę przyjść z kumpelą? - spytałam się już na odchodne.
-A ładna? - podbiegł do mnie Niall.
-I to jaaak. - uśmiechnęłam się słodko do chłopaka,pożegnaliśmy się i rozeszliśmy w dwie inne strony.
Powrót do domu nie zajął nam nawet godziny. Stanęliśmy pod moim białym domkiem i wymieniliśmy się uśmiechami. To naprawdę świetny chłopak,ale on ma dziewczyne i ja nie mogę go tak po prostu podrywać, a tym bardziej on mnie. Szanuje Sel i wiem,że jest naprawdę wspaniała i właśnie dlatego nie mogę zrobić czegoś czego potem będę żałowała.
Z rozmyślań wyrwał mnie znany mi głos telefonu Justina. Dostał smsa. Pewnie panna Gomez nie może już wytrzymać bez swojego chłoptasia.
Chłopak wyjął iphone'a z tylnej kieszeni i odczytał wiadomość. Uśmiechnął się zabójczo do ekranu. Nie miałam już po co tam stać, więc po prostu odeszłam,jednak ten nie dał za wygraną. Złapał mnie w talii i mocno przytulił. Nawet nie wie jak bardzo tego pragnęłam. Oderwał się ode mnie  i pokazał wyświetlacz telefonu. Kontakt zapisany jako Harry Styles napisał:
"Wpadniemy po Van jutro koło 12. Tylko że nie mamy jej adresu. Oddaj małą przysługę i go podaj,albo po prostu podaj jej numer. Z góry dzięki :)
Harry.xx"
Uśmiechnęłam się.
-Podaj im mój numer,ok? - znów się uśmiechnęłam.
-Ok. - odwzajemnił gest i pocałował w policzek. Ile ja bym oddała,żeby to były usta. Jednak nie. Vanessa,opanuj się kobieto!
Weszłam do domu i zamknęłam dosyć ciężkie,dębowe drzwi. Zdjęłam buty i marynarkę i udałam się do salonu,zapalając w nim światło. Soph siedziała na fotelu i oglądała telewizję. Usiadłam tuż obok,na kanapie i wyłączyłam plazmę.
-Eeeej! Ja to oglądałam. - oburzyła się.
-Sorki,ale muszę ci coś powiedzieć.
-No,mów.
-Poznałam dzisiaj ten zespół One direction i zaprosili mnie jutro do wytwórni,żebym posłuchała ich kawałka.
-One direction?!?! WOW. - uśmiechnęła się Soph. Ona nie lubiła celebrytów.
-Powiedziałam,że pójde tam z tobą. - uśmiechnęłam się sztucznie.
-CO?!?!
-Proooooszeeeeee,zrób to dla mnie. Prooooszeeeeeeee.
-Okej,ale będziesz mi wisiała przysługę.
-Co tylko chcesz.
Po krótkiej konwersacji z Sophie poszłam wziąć prysznic i rzuciłam się na łóżko. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
*******************************************************
Ta,DAMN!
Oto dwójeczka. O wiele lepsza i troszku dopracowana.
Jakieś komentarze byłby mile widziane, bo tak trochę smutno, cnie?

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 1

Do moich uszu dobiegły ciche krzyki Sophie. Kurde. Co ta dziewczyna znowu wyrabia?! Nie da się człowiekowi nawet wyspać!
Zwlekłam się z łóżka,poprawiłam lekko włosy w lustrze od szafy i zeszłam na dół w celu ratunku mojej kumpeli. Zbiegłam głośno po schodach od razu kierując się do kuchni,gdzie Soph kochała przebywać. Cały zlew i blad, nie pomijając oczywiście ręcznika papierowego były we krwi.
-Co ty znowu odpieprzasz?! - krzyknęłam widząc zapłakaną kumpele. Ona nic mi nie odpowiedziała tylko pobiegła tempem mistrza w bieganiu po schodach. -A niech to!- syknęłam pod nosem i zaczęłam sprzątać kuchnię. Zamoczyłam zmywak w kojąco-ciepłej wodzie i zmyłam resztki krwi z blatu i zlewu. Po wysprzątaniu kuchni na błysk poszłam do niej. Nie może w takiej chwili zostać sama. Weszłam po cichu po schodach,żeby nie zdążyła zamknąć drzwi. Tak też było. Usiadłam koło niej i westchnęłam - Czemu znowu to robisz?
-Idź stąd. - powiedziała z chrypką w głosie. Przełknęłam śline.
-Nigdzie nie ide. Nie zostawię cię tutaj. - powiedziałam i przeczesałam ręką jej bujne,brązowe włosy. Ona tylko się do mnie przytuliła i szepnęła zwykłe "dziękuje".
Troche ją rozumiem. Gdyby moja mama umarła załamałabym się. Ale ona też musi myśleć o Brad'ie. Przecież on ma dopiero 6 lat! Gdyby i ona umarła to to dziecko chyba by zwariowało.
Musiałam jakoś wyplątać się z uścisku kumpeli,bo byłam dziś umówiona z Jusem na premiere jego teledysku, w którym grałam. Justin. Co mogę o nim powiedzieć? Jest bardzo utalentowany. Chyba zwykłym nazwiskiem- Bieber- nic nie zdziałał co nie? Ma ogromny potencjał i charyzmę. Ale to nie jedyne co ma. Ma też dziewczyne- Selenę. I niech tak zostanie.
Wracając do przygotowań wyrwałam się z uścisku i wstając podniosłam też Soph.
-Idziesz ze mną na premierę? - spytałam odgarniając jeden kosmyk z jej czoła,który niechlujnie na nie spadał.
-Jaką premierę?
-Teledysku Justina.
-Nie,dzięki. On chyba nie za bardzo mnie lubi.
-Czemu miałby cie nie lubić?
- Po prostu nie ok? - powiedziałą ponuro.
- Ok. - powiedziałam wychodząc z łazienki. Było już grubo po 17 a ja na 18 byłam umówiona. Wparowałam do pokoju i wyjęłam z niej pierwszą lepszą sukienkę. Do tego czarne buty na koturnie i czarna marynarka. Lekkie kreski na oczach sprawiły że jeszcze lepiej wyglądałam. Lekko spryskałam się moimi ulubionymi perfumami i byłam gotowa. Jak ja ten czas dobrze rozplanowałam,bo już po ok 5 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi. Zbiegłam po schodach i otworzyłam. W progu ukazał mi się chłopak. Zrobiony na bóstwo. Wyglądał przecudnie! ------------------------->
 A najlepsze było to że przez cały wieczór będziemy tylko MY.
Na premierze byliśmy równo o 18:30.
Teledysk był śliczny. Aż się popłakałam na końcu.
-A może mała czarna? - wyszeptał mi do ucha prawie dotykając je wargami.
- Czemu nie? -  teraz to ja wyszeptałam mu do ucha. Po pożegnaniu się ze wszystkimi i gratulowania nam i naszemu reżyserowi tak świetnie zrobionego teledysku przez innych producentów wyszliśmy zostawiając ich tam.
Oczywiście nie obeszło się bez paparazzich,którzy jak nam się zdaje nigdy nie śpią i świrniętych fanek,których było pełno WSZĘDZIE! Ale skoro wyszliśmy bez ochrony na własną odpowiedzialność to musieliśmy przedzierać się przez tłumy. Jakimś cudem doszliśmy do jakiejś kawiarni.
-Usiądź a ja poproszę o ochronę,żeby nie wchodziły tutaj,ok?
- Ok - puściłam mu oczko. Chwile to trwało,ale było warto,bo z klitki wyszło czterech goryli i zastawili lokal tak że żadna fanka się nie mogła przedrzeć. Justin wyjął pieniądze i im zapłacił.- Ale jesteś pomysłowy. - powiedziałam uśmiechając się.
- Ma się ten rozum co nie? - mrugnął do mnie i usiadł naprzeciwko. To było dosyć peszące,bo fanki stały pod wielkim oknem i patrzyły na każdy nasz ruch. - Chyba nie czujesz się tu za bardzo komfortowo hmm? - spytał lekko się uśmiechając.
- Odrobinkę. - zaśmiałam się.
-Chodź- chwycił mnie za rękę i poprowadził ku tylnemu wyjściu. Szliśmy zakamarkami Californi. Szczerze? Troche się bałam i ciągle wtulałam się w jego ramie,a on jak gdyby nigdy nic szedł dalej. Skręciliśmy w następny zaułek. Zauważyłam pięć cieni. Serce zaczęło mi szybciej bić. A co jeśli oni nam coś zrobią?! A co jeśli Justin'owi coś się stanie?!
****************************************
O to 1 rozdział!
Wiem, taki do kitu,ale obiecuje że 2 będzie lepszy...
Proszę o jakiekolwiek komentarze czy się podobało czy nie?

środa, 5 czerwca 2013

Prolog

Moje życie?
Ciągły błysk fleszy.....Odchudzanie się i męka.
Łzy i walka.
Tak mało ludzi zdaje sobie naprawdę sprawę jak to jest być modelką. Ile trzeba poświęcić dla tego wszystkiego...
Ciągłe gale,uroczystości,spotkania. Tracisz przez to przyjaciół i czas.......czas który płynie niemiłosiernie.
Czemu nią jestem?
Bo pomimo tego wiem, że sesje,zdjęcia i wybiegi to już moje życie.
Czy coś lub ktoś zmieni mój świat? Poprzewraca w nim trochę, tak abym zaznała czegoś nowego,a nie ciągłej rutyny?
Mnóstwo pytań...kto na nie odpowie?

***************************************
To krótkie wprowadzenie do opowiadania.
Mam nadzieje że się podoba?
Czekam na miłe komentarze...i pozdrawiam <3