Cienie zbliżały się w strasznie szybkim tempie. Byli od nas zaledwie pięć kroków i już mieliśmy ich wyminąć,gdy jeden z nich uderzył Justina ramieniem,a on lekko odskoczył. Gwałtownie pisnęłam pod nosem i już przeczuwałam najgorsze. Z pozoru nie wyglądali jak jakaś mafia,nawet nie byli za bardzo umięśnieni. Justin pociągnął mnie i się zatrzymaliśmy. Po mojej głowie krążyły myśli typu : Co ten idiota wyrabia? itp. Zrozumiałam,że po tym jak jeden z tych kolesi go popchnął będzie musiał mu wygarnąć. Tacy są faceci. Nie.....taki jest Justin.
Chciałam stamtąd uciekać i zostawić ich tam,ale nie zostawiłabym go samego. Bieber puścił moją rękę, po czym sprawnie obrócił się na pięcie i podszedł do postaci. Prawie się popłakałam ze strachu ale powstrzymał mnie głos jednego z nich.
-Justin? Co ty tu robisz? - głos bruneta był bardzo głośny,tym bardziej przez to,że staliśmy w zaułku a echo niosło się tam niemiłosiernie.
-Styles? Chłopaki? - głos Jusa był pełny zdziwienia ale i szczęścia. Ja nadal nie miałam pojęcia o co chodzi. Nic mi nie mówiło nazwisko Styles. Moment.....czy to nie jest Harry Styles? Ten z One direction? Nie, to nie możliwe,przecież oni mieszkają w Londynie. Co by robili w Californi? Czekałam na zwrot akcji,ale nic więcej nie usłyszałam więc odwróciłam się w ich strone. Witali się. Bieber podbiegł do mnie, chwycił mnie mocno za rękę i pociągnął w strone towarzystwa.
-Chłopaki, to jest......- Nie zdążył nawet powiedzieć kim jestem bo banda mu przerwała.
-Ooooo,stary! Czy to jest Vanessa Price? - odezwał się mulat. Wow,brawo za spostrzegawczość.
-Wy jesteście tu razem? Stary takiej laski tylko pozazdrościć. - znów wydobył się głos bruneta tym razem z lekką chrypką. Czy oni sobie wszyscy żartują? Ja jestem naprawdę aż taka popularna,żeby rozpoznawał mnie najsłynniejszy boysband na rynku?! Odezwał się jeszcze blondyn,ale już nie słuchałam,tylko wyciągnęłam rękę i powiedziałam krótkie "miło poznać". A więc dowiedziałam się,że mulat to Zayn, chłopak,który stał obok to Louis, a obok to Liam,za to od drugiej strony mulata stoi Niall, a tuż obok chłopak o niesamowicie wyróżniającym się głosie czyli Harry.
-A więc co was sprowadziło do Californi? - spytałam się.
-Teledysk. Nagrywamy nową piosenkę,a potem teledysk. - wyjaśnił powoli przed chwilą poznany Louis. Chciałam odpowiedzieć zwykłe "aha" i pójść w innym kierunku,ale przerwał mi znów mulat,który ciągle patrzył mi się głęboko w oczy. Ja osobiście nie należe do typu dziewczyn,które od razu gapią się w oczy chłopakowi,ale zaryzykowałam.
-Może przyjdziecie na jutrzejsze już oficjalne nagranie piosenki,co? Będzie w wytwórni na końcu tamtej ulicy.-Pokazał palcem, a ja nadal patrzyłam się w te jego czekoladowe tęczówki. W końcu wyrwałam się z transu.
-No jasne! Czemu nie? -odpowiedziałam,ale znowu ktoś mi przerwał.
-Odpada. Ja nie mogę, mam jutro wywiad i koncert,nie dam rady. -Bieber spuścił wzrok i oglądał swoje czerwone buty. Wsumie czemu nie mogłabym pójść sama? Moment....przecież pójde z Soph. Na pewno nic nie robi,a na 1000000% będzie chciała poznać 1D.
-Emmmm,ja nie mam planów,więc mogę. - spojrzałam po nich.
-No to super! - krzyknął Zayn. Wydało mi się to trochę dziwne,ale no cóż. Chłopcy są dziwni,napewno każdy to zauważył...przynajmniej ja.
-A mogę przyjść z kumpelą? - spytałam się już na odchodne.
-A ładna? - podbiegł do mnie Niall.
-I to jaaak. - uśmiechnęłam się słodko do chłopaka,pożegnaliśmy się i rozeszliśmy w dwie inne strony.
Powrót do domu nie zajął nam nawet godziny. Stanęliśmy pod moim białym domkiem i wymieniliśmy się uśmiechami. To naprawdę świetny chłopak,ale on ma dziewczyne i ja nie mogę go tak po prostu podrywać, a tym bardziej on mnie. Szanuje Sel i wiem,że jest naprawdę wspaniała i właśnie dlatego nie mogę zrobić czegoś czego potem będę żałowała.
Z rozmyślań wyrwał mnie znany mi głos telefonu Justina. Dostał smsa. Pewnie panna Gomez nie może już wytrzymać bez swojego chłoptasia.
Chłopak wyjął iphone'a z tylnej kieszeni i odczytał wiadomość. Uśmiechnął się zabójczo do ekranu. Nie miałam już po co tam stać, więc po prostu odeszłam,jednak ten nie dał za wygraną. Złapał mnie w talii i mocno przytulił. Nawet nie wie jak bardzo tego pragnęłam. Oderwał się ode mnie i pokazał wyświetlacz telefonu. Kontakt zapisany jako Harry Styles napisał:
"Wpadniemy po Van jutro koło 12. Tylko że nie mamy jej adresu. Oddaj małą przysługę i go podaj,albo po prostu podaj jej numer. Z góry dzięki :)
Harry.xx"
Uśmiechnęłam się.
-Podaj im mój numer,ok? - znów się uśmiechnęłam.
-Ok. - odwzajemnił gest i pocałował w policzek. Ile ja bym oddała,żeby to były usta. Jednak nie. Vanessa,opanuj się kobieto!
Weszłam do domu i zamknęłam dosyć ciężkie,dębowe drzwi. Zdjęłam buty i marynarkę i udałam się do salonu,zapalając w nim światło. Soph siedziała na fotelu i oglądała telewizję. Usiadłam tuż obok,na kanapie i wyłączyłam plazmę.
-Eeeej! Ja to oglądałam. - oburzyła się.
-Sorki,ale muszę ci coś powiedzieć.
-No,mów.
-Poznałam dzisiaj ten zespół One direction i zaprosili mnie jutro do wytwórni,żebym posłuchała ich kawałka.
-One direction?!?! WOW. - uśmiechnęła się Soph. Ona nie lubiła celebrytów.
-Powiedziałam,że pójde tam z tobą. - uśmiechnęłam się sztucznie.
-CO?!?!
-Proooooszeeeeee,zrób to dla mnie. Prooooszeeeeeeee.
-Okej,ale będziesz mi wisiała przysługę.
-Co tylko chcesz.
Po krótkiej konwersacji z Sophie poszłam wziąć prysznic i rzuciłam się na łóżko. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
*******************************************************
Ta,DAMN!
Oto dwójeczka. O wiele lepsza i troszku dopracowana.
Jakieś komentarze byłby mile widziane, bo tak trochę smutno, cnie?